Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Pokój #113

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Pokój #113 on Sob 16 Maj 2015, 17:21

Dwuosobowy pokój na pierwszym piętrze, na końcu korytarza. Okna wychodzą na tyły budynku oraz drogę prowadzącą do San Maria.
Z podstawowego wyposażenia znajdziesz tu dwa łóżka, dwa biurka, głęboki fotel oraz niewielką kanapę. Ściany są białe i gotowe na przyjęcie plakatów, zdjęć i tablic korkowych.
Niestety, nie ma tu łazienki, lokatorzy muszą korzystać z publicznego prysznica i toalety.


Ennis oraz Sasha mogą stworzyć dodatkowy opis pokoju,w zależności jak chcą go urządzić!

Zobacz profil autora

2 Re: Pokój #113 on Czw 28 Maj 2015, 17:43

/31.08.13 --> Główny hol

- Ja cały czas jestem młody, ty mendo! - powiedział w drodze do pokoju. Ennis otworzył tekturowe drzwi i ich oczom ukazał się równie tekturowy pokój.
- Czekaj, jak docenisz uroki łazienki dzielonej z całym piętrem. Może już nawet zamontowali drzwi do pryszniców. - rzucił torby na łóżko i wyjrzał przez okno.
- Ale najgorszą rzeczą jest ten moment gdy chcesz się uczyć a za ścianą słyszysz dzikie ryki godowe... - skrzywił się - nie życzę.





Zobacz profil autora

3 Re: Pokój #113 on Czw 28 Maj 2015, 18:50

Ennis zdusił śmiech.
- No to właśnie, dlatego nie chciałem tego mówić! - usprawiedliwił się. Otworzył pokój 113 kluczem, który wręczyła mu wcześniej Pani Filch. Pierwszy wszedł do pokoju i obrzucił go krytycznym okiem.
- No cóż. Powiem ci, że na razie jest tu lepiej niż w mojej przyczepie - przyznał. Odłożył torby na ziemię  i zaczął obchodzić pokój. Zajrzał do szaf, które na pewno tam były pomimo ich braku w opisie, obejrzał biurko. Wreszcie przyszło do wybierania łóżka.
- Hm, jak myślisz? To po prawej czy po lewej? - zapytał Jonathana.
Słysząc o urokach wspólnej łazienki, wzruszył tylko ramionami. Akurat na to zdążył się psychicznie przygotować. Gorzej było z tą drugą uwagą.
- No - mruknął. - Mam nadzieję, że nie dzielę pokoju z tym kolesiem na schodach... Wiesz, tym co się lizał ze swoją koleżanką w kucyku? Bo chyba nie dałbym radę spać w tym samym pokoju, w którym ktoś się rucha jak króliki.



Zobacz profil autora

4 Re: Pokój #113 on Czw 28 Maj 2015, 18:59

- Mhm, ty już nic nie mów, smarkaczu. - rzucił w niego poduszką - Prawej, stąd nie będzie ci aż tak bardzo świeciło po oczach rano.
Skrzywił się na wspomnienie glonojadów.
- Tak. Jęki jeszcze zdusisz, ale ten dźwięk klaskających ud... - wzdrygnął się i potrząsnął głową. Straszne rzeczy. - Nie miałem aż takiego pecha, żeby mi współlokator przyprowadzał koleżanki do pokoju ale słyszałem opowieści. Dobra, potrzebujesz mnie jeszcze do czegoś, czy mam już zacząć płakać nad tym jak dzieci szybko dorastają i jak będę tęsknił? - wyszczerzył się.





Zobacz profil autora

5 Re: Pokój #113 on Czw 28 Maj 2015, 19:06

- No to niech będzie prawe - rzekł Ennis i żeby przypieczętować wybór łózka, położył na nim wszystkie swoje torby.
Rozejrzał się znowu po pokoju, próbując się oswoić z nową przestrzenią. Cóż, będzie miał na to jeszcze czas.
Wzdrygnął się, słysząc o klaskających udach.
- A skrzypienie łóżek? - zapytał. Sam usiadł na swoim i dla sprawdzenia jego jakości trochę się na nim pobujał. Tak, jak się tego spodziewał - rama łupała o ścianę od strony okna, sprężyny przeskakiwały, skrzypiało tak, jakby ktoś szurał pazurami po tablicy. Przestał się bujać, zdegustowany.
- Ok, to widzę, że ja też nie będę mógł raczej nikogo tu przyprowadzać - skwitował to wszystko. Podniósł wzrok na Jona.
- Hmm, nie chcę cię przetrzymywać... Zaprosiłbym cię na niedobrą kawę w kafeterii albo jakieś tacosy, ale chyba wolisz jednak zjeść coś trochę lepszego, jak cię znam.
Podniósł się z łóżka i stanął przed Jonathanem.
- No to... Niezręczny uścisk rodzeństwa? - zaproponował, wyciągając do Jona ramiona z głupkowatym uśmiechem.



Zobacz profil autora

6 Re: Pokój #113 on Czw 28 Maj 2015, 19:17

Pokręcił z zażenowaniem głową na te skrzypiące łóżko.
- Nie sądzę, twoja dziewczyna chyba i tak wolałaby inne miejsca.
Udał, że się zastanawia.
- Hm, może lepiej nie. Niegdy nie przepadałem za tasiemcami. No i powinienem wracać do Sophie. Za to ty przyjeżdżaj na obiad w weekend. Wytrzymasz do tego czasu? Nie będziesz za bardzo tęsknił - powiedział jak mama Rona Westlajfa z Harrego Portiera.
Uśmiechnął się szeroko i uścisnął kolegę.
- Bądź grzeczny, nie pij alkoholu, baw się ładnie, ucz się pilnie i nie jedz śmieci.
Chwilę się zawachał ale jednak nie odmówił sobie ostatnieko podrażnienia Ennisa i poczochrał go po głowie porządnie po czym szybko się usunął, żeby ten czasem mu nie oddał.
- To na razie, studencie! - i poszedł do samochodu.

/zt





Zobacz profil autora

7 Re: Pokój #113 on Czw 28 Maj 2015, 19:25

Ennis zasznurował usta na uwagę Jona o jego dziewczynie. Nie, Sabriny na pewno by tu nie przyprowadził. I na pewno nie po to. Kłębek czarnych myśli znowu zepchnął gdzieś na strych w swojej głowie. Wolał na razie się nad tym nie zastanawiać.
Uniósł brew.
- Już któryś raz mi mówisz o tasiemcu... Masz stąd jakieś złe wspomnienia? - zapytał, trochę jednak przestraszony perspektywą wyhodowania sobie w jelitach długiego sznurko-pasożyta.
Pokręcił głową.
- Poradzę sobie, bro. Jestem już duży, pamiętasz? - oświadczył, wypinając dumnie pierś. Uścisnęli się z Jonathanem serdecznie, z obowiązkowym "pat pat" po plecach.
Ennis myślał, że to już koniec pożegnania, ale Jonathan musiał mu jeszcze rozczochrać włosy. ZNOWU.
- Boże, Jon, ile razy mam ci powtarzaaać - zawył Ennis poprawiając swoje piękne, czarne włosy, na które na pewno polecą wszystkie dziewczyny w kampusie, bo kto nie lubi bad boyów w kurtkach motocyklowych?
Uśmiechnął się jednak do Jonathana na pożegnanie.
- Na razie, Jon. Jak się stęsknisz, to napisz.
Patrzył, jak za Jonathanem zamykają się drzwi. Westchnął głęboko. Trzeba było zacząć się rozpakowywać. Nie czekając na nic, zabrał się do rzeczy.
//zt



Zobacz profil autora

8 Re: Pokój #113 on Nie 21 Cze 2015, 15:42

/15.09, wczesny ranek

Jeżeli Ennis cieszył się na poznanie współlokatora, to... no, raczej nie mieli zbytniej okazji by z sobą poprzebywać. Bo zarówno blondyn jak i brunet wzięli sobie na barki nie zawalanie szkoły przez pracę, co samo w sobie było niesamowicie trudne i już wycinało większość doby z życiorysu. Jeżeli by do tego doliczyć jeszcze prace społeczne oraz ilość kółek zainteresowań, na które się Pepik zapisał, ale także fakt, że niejako specjalnie każdą wolną chwilę spędzał w bibliotece lub pod ulubionym drzewem w ich "mini-parku" (co również może być nazwane dziedzińcem), to... zostawało te kilka godzin przeznaczone na sen, których nie zawsze chciało mu się marnować na rozbieranie się z ciuchów, a co dopiero zapalanie lampki czy sprawdzanie, czy łóżko obok nie jest czasem dzisiaj puste. Było mu to obojętne. Padał na materac z wycieńczeniem. I to zmęczenie niejako przyjmował z wdzięcznością. Był zadowolony, że miał tyle do roboty. Płynnie zmieniał swoją koncentrację z jednej rzeczy na drugą, nie musząc się zastanawiać nad tym, jak bardzo wszystko spierdolił, lub jak bardzo lubił zapach truskawek. Albo czy czasem owoce nie były nieco nazbyt słodkie i nie przypominały raczej zakazanego owocu, podczas gdy miał inną alternatywę. Może nieco postrzeloną, ale wydawała mu się dużo mniej inwazyjna od pewnej blond czupryny włosów.
Na dźwięk budzika otworzył momentalnie oczy, czując, że znowu są zaczerwienione, a do tego znów miał wrażenie, że dopiero co zdążył je przymknąć. Czy naprawdę minęły trzy godziny? Przysiągłby, że nie minęło więcej jak dziesięć sekund. Z rezygnacją przetarł twarz dłonią, mając zamiar pobudzić komórki do funkcjonowania. Coś innego za to było pobudzone, jednak kilkuletnie doświadczenie w tych sprawach pozwoliło mu to z łatwością zignorować.
Czy jakaś myśl przemknęła mu przez głowę? Cóż, czuł się zbyt wyrzuty, by zmusić się do jakiegokolwiek myślenia. Robił większość rzeczy mechanicznie, nawet nie mając pojęcia, czy poddaje się wycieńczeniu czy też z nim walczy. Dawał z siebie 150% czy tylko 50%? Nie miał pojęcia, ale wydawał się to być szczyt jego możliwości na obecny stan.
Nienawidził siebie. Może właśnie przez taki kompletny brak szacunku dla siebie poprzez bezwzględne, ciągłe przeciążanie siebie i prowadzenie życia ascety, on w pewien sposób... odkupował siebie? Albo po prostu karał. Choć ciężko powiedzieć czy przez takie działania coś faktycznie coś w sobie zmieniał. Znowu robił sobie źle. Tak samo zrobił sobie źle słuchając Reginy.
Kompletnie bez żadnego wyrazu, raz jeszcze ochlapał sobie twarz wodą, naciągnął buty na stopy, chwycił za plecak i wyszedł z pokoju.
Był zmęczony. A to zmęczenie chyba maskowało nieco to, że po prostu... było mu źle. Nie tylko przez to, że nakładał na siebie zbyt dużo. I nie, nie piszę o warstwach ubrań.

/zt



Zobacz profil autora

9 Re: Pokój #113 on Czw 02 Lip 2015, 14:26

23.09.2013

Ennis leżał na łóżku, gapiąc się w sufit i słuchając na słuchawkach muzyki. Bardzo głośno. Próbował oddzielić się ścianą dźwięków od wszystkich swoich problemów. Pod łóżkiem miał pudełko na buty, do którego wsadził dwa tysiące dolców, które dostał "za fatygę". Wolał o nich zapomnieć, ale czuł się tak, jakby coś od nich promieniowało. Nie planował ich na nic wydawać. Wolał, żeby tam leżały, nietknięte. Być może kiedyś odda je po prostu Smithowi. Czy on naprawdę myślał, że Ennisa można kupić? Smith kompletnie go nie rozumiał. Wszystko, co złego zrobił, robił z pobudek osobistych. Nie wyobrażał sobie, że teraz ktoś mu zacznie płacić za różne, tfu!, przysługi. Albo, co gorsza, zlecenia.
To była obrzydliwa myśl. Ennis wzdrygnął się i odwrócił na drugi bok.
Chciało mu się palić. Ostatnio próbował jednak ograniczyć, w końcu nowe życie i tak dalej. Do tego miał ochotę na coś jeszcze, na coś, czego na pewno nie dostanie jeszcze długi czas. Zacisnął powieki, próbując wyrzucić z głowy wszystkie te myśli. Wreszcie zerwał się z łóżka i wygrzebał spod niego inne pudełko, to z puzzlami, które kiedyś wygrał na loterii w OW.
Wyrzucił całą zawartość na podłogę, pomieszał, żeby było trudniej, i zaczął je spokojnie, metodycznie układać. Już się tak kiedyś relaksował, zaraz po tym, jak na Na Hi Es była ta strzelanina, w której zginął Stary Jacob. Wtedy był wściekły, że go tam nie było. A teraz?
Cisnął wściekle pomarańczowym puzzlem, który był częścią kanionu, i usiadł pod ścianą, spuszczając głowę. Ciężki metal, którego słuchał, z jego agresywnością idealnie pasował do nastroju Ennisa. Bo był wkurzony, tak strasznie wkurzony sam na siebie. Znowu zjebał swoje życie. Teraz już na dobre. I czemu się oszukiwał, że z Sabriną wszystko będzie dobrze? Nic się nie poprawi, nie zobaczy jej pewnie jeszcze przez kolejny miesiąc albo dwa, a w międzyczasie pewnie jej ojciec znowu wezwie go po "drobną przysługę". A Ennis, jako lamer i debil, się na to zgodzi, bo Smith wie o rozkładającym się w szybie kopalni trupie Gregsona i, co gorsza, na pewno ma na to jakieś dowody.
Znowu wrócił do układania puzzli, przygryzając mocno wargę. Próbował najpierw ułożyć ramkę. Zajęło mu to chyba z czterdzieści minut, odsiewanie normalnych kawałków od tych ze ściętymi brzegami. Potem uświadomił sobie, że powinien był układać to na jakiejś kartce, kartonie, czy czymkolwiek, bo i tak nie skończy tego dzisiaj. Rozwalił układankę, znalazł plakat jakiegoś filmu, który akurat odpowiadał wielkości gotowego obrazka, i znowu zabrał się za dobieranie części ramki.
Tak minęła kolejna godzina. Ennis stwierdził, że na dzisiaj dosyć, i schował układankę pod łóżko. Potem zabrał kurtkę motocyklową i wyszedł, stwierdziwszy, że chyba najlepiej zrobi mu teraz na głowę długa jazda donikąd. Najlepiej szybka.

//zt



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach