Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom rodziny zastępczej - państwo Terry

Idź do strony : 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 2]

1 Dom rodziny zastępczej - państwo Terry on Nie 05 Lip 2015, 13:10

Dom zbudowany z porządnych materiałów, posiadający dobrą izolację i klimatyzację. Pomieszczenia są w nim duże i jasne. Posiada trzy sypialnie, dwie łazienki, kuchnię i salon. Dodatkowo przy kuchni znajduje się niewielkie pomieszczenie gospodarcze. Posiada małą piwnicę. Na tyłach domu znajduje się dość duży ogród z huśtawkami i meblami ogrodowymi oraz grillem. Garaż mieści jeden samochód.
Od razu widać, ze mieszka tu sporo dzieci - już na podjeździe widać dziecięcy rowerek, wszędzie gdzie walają się zabawki, a na sznurkach do suszenia prania - dziecięce ubrania. 

Zobacz profil autora
25.09 około godz.15 z urzędu miasta

Harry zatrzymał samochód, a Alice spojrzała przez szybę na dom zastępczy. Widok zabawek i dziecięcych ubranek ścisnął ją za gardło. Pani wet wysiadła z samochodu i poczekała aż mąż do niej dołączy, by złapać go za ramię.
Spojrzała też na urzędniczkę i w napięciu oczekiwała spotkania z dziećmi.



Zobacz profil autora
No na razie Alice i Harry dzieci nie spotkali, bo wszystkie były w szkole. za to czekała ich rozmowa z panią Terry. Białą kobieta w średnim wieku, w dużych okularach,z  lekką nadwagą. Przywitała się z urzędniczką, nieco zaskoczona jej wizytą.
- Coś się stało?
Gdy usłyszała, że chodzi o adopcję, aż jej się oczy zaświeciły!
Zaprosiła wszystkich do środka i zaproponowała kawy.
- Ach, państwo nam z niebo spadają, a już się bałam, już się bałam, że wszyscy o tych dzieciakach zapomnieli! 
Weszli do salonu, gdzie od razu w oczy rzuciły się liczne fotografie z dziećmi. najmłodsze chyba wyglądało na 5 lat, najstarsze było nastolatkiem.

Zobacz profil autora
/też wtedy

Wyszedł z samochodu ostatni, biorąc jeden oddech. Wszystko było obgadane, wszyscy się zgodzili ale teraz, jak tak niespodziewanie nagle znaleźli sie w domu zastępczym to Harremu stało się to wszystko zaskakująco i nieco strasznie realne.
Przywitał się z miłą kobietą i wszyscy usiedli przy stole czekając na zaproponowaną kawę. Rozjerzał się po pomieszczeniu i obejrzał zdjęcia wiszące na ścianach i stojące na kredensie.
- Dużą ma pani tutaj gromadkę? - zaczął pogadędkę, bo od czegoś trzeba zacząć.



Zobacz profil autora
- Aktualnie mamy szóstkę dzieciaków - odparła - niestety nie mamy warunków przy przyjąć kolejne, chociaż bardzo byśmy chcieli. No... - usiadła wyprostowana i uradowana wizyta.
- a państwo, to... tka pewni, ze chcą adoptować? - dopytał, spoglądając na Alice i potem Harry'ego.
- Pani taka młoda, pewnie chciałaby jakiegoś malucha, prawda?

Zobacz profil autora
Alice poczuła przytłaczające przygnębienie, słysząc słowa matki zastępczej. Bała się, że wszyscy o tych dzieciach zapomnieli. Aż pani Bright musiała odetchnąć, czując pieczenie u nasady nosa, co zwiastowało wzruszenie. A nie przyjechała by się rozklejać!
- Podziwiam pani chęci.
Uśmiechnęła się z rosnącą sympatią do kobiety.
- Niekoniecznie.. bo przecież wiek tu nie odgrywa znaczenia. Nie powinien..
Chyba. Dopowiedziała sobie, mając nadzieję, że nie zachowa się perfidnie i nie będzie patrzeć na rocznik dziecka.



Zobacz profil autora
Kobieta aż klasnęła w dłonie.
Urzędniczka jednak przytemperowała ten zapał.
- Tylko proszę tym dzieciom nadziei nie robić - spojrzała na Alice - zawsze postawmy margines... błędu. Wolę dmuchać na zimne. Jeśli się państwo rozmyśla, to te dzieci będą cierpieć podwójnie. 
Po tych słowach wszyscy mogli dosłyszeć jakieś wołanie zza drzwi wejściowych. Do mieszkania wpadła dwójka dzieciaków. Jedno koło 10 lat, skośnooki chłopczyk w grubych okularach i z aparatem na zębach. Szedł z drugim chłopczykiem, lat może siedem - rudy, piegowaty, bez dwóch górnych jedynek. Na głowie miał czapkę z jednorożcem. W ogól nie zwrócili uwagi na gości; pani Terry kazała im się przywitać a potem - umyć ręce. Chłopcy się zaśmiali i pognali do łazienki.
- To był Frank - odparła, wskazując na małego Azjatę - i Eddie. Frank jest prymusem w szkole, ale to trochę zamknięty w sobie chłopak... Eddie to taki... urwis. Ancymonek, jak mówi mój mąż.

Zobacz profil autora
- Tak. Na pewno. - odpowiedział kobiecie z pewnością, z której Alice powinna być dumna. Nie ważne w sumie jak bardzo by był teraz zestresowany, to żona potrzebowała kogoś, żeby się na nim oprzeć. 
Harry miał coś odpowiedzieć urzędniczce ale przerwały mu piski i tupot wbiegających dzieciaków. Rozkojarzył się i popatrzył na dwójkę. Uśmiechnął się uprzejmie do chłopców, którzy nie specjalnie się przejęli gośćmi. Pewnie często przewalają się tutaj obce osoby.



Zobacz profil autora
Niedługo potem do domu przyszedł mąż pani Terry. Nie sam, bo z pięcioletnią Emmą, która widząc Harry'ego i Alice po prostu się rozpłakała. 
- Oj, no nic, proszę się nie przejmować... - uspokajała gości pani Terry, gdy jej małżonek zanosił Emme do pokoju.
- To... no cóż... o, o, Jolene!
Do domu jak torpeda wpadła chuda jak szczypior, dwunastolatka. kolana miała poobdzierane, łokcie poobijane i brakowało jej górnej jedynki. od razu wlazła na wielki fotel, który stał niedaleko kanapy zajmowanej przed Brightów. Spojrzał na nich oceniając, po czym wypaliła:
- Jesteście tu, by sobie kogoś z nas wybrać?
- Jolene! Grzeczniej!

Zobacz profil autora
Kiwnęła głową. Oczywiście, że nie chciała robić żadnej złudnej nadziei i krzywdzić dzieci, które już w swym życiu zbyt wiele przeszły. Na widok chłopców uśmiechnęła się i przywitała z nimi, by zaraz spojrzeć na męża. Jakby chciała zapytać co myśli.
Popatrzyła za znikającymi chłopcami i zwróciła uwagę na dziewczynki. A szczególnie na Jolene, która... no cóż, była nad wyraz wygadana. Alice może i zaskoczyła ta bezpośredniość, ale przecież z niejednym jej wyrazem miała w swym życiu do czynienia.
Dlatego uśmiechnęła się do Jolene i pokręciła głową.
- Aby Was poznać.



Zobacz profil autora
Jolene siedziała w fotelu jak jakiś mistrz zbrodni z filmów o Bondzie. Zmrużyła oczy i zacisnęła usta.
- Ale ty jesteś stary - skomentowała wygląd Harry'ego.
- To będzie mój dziadek? Ej, jak tak, to ja bez Elijah nigdzie nie idę!
- Jolene - pani Terry zaczęła ją wyganiać - nie gadaj głupot, idź odrabiać lekcje.
- Nie. Piątek, piątek, weekendu początek! - zaśpiewała.

Zobacz profil autora
Jolene wskoczyła na fotel a Harry doznał jakiegoś olśnienia. A może to było de-ża-wu. Brakowało jej tylko białego kota na kolanach. W każdym razie uśmiechnął sie kątem ust do dziewczynki i mimo, że dolna powieka mu zadrżała jak nazwała go dziadkiem z jakiegoś dziwnego powodu nie potrafił jej mieć tego za złe.
- Mówi się "dystyngowany" - powiedział z zaskakującym rozbawieniem.



Zobacz profil autora
- Dysty... co? - zasepleniła blondyneczka z wystająca, króliczą jedynką,
- To jak bezie, ubijamy interes? Hehe! -zaśmiała się, a pani Terry nerwowo zaczęła ją tłumaczyć, ze dziecko plecie głupoty.
- A będę mieć swój pokój? Zaraz koło pokoju Elijah?
- Jolene, pozwól państwu porozmawiać - wtrąciła się urzędniczka, ale dziewczynka jej pokazała język.
- O, Elijah!
Do domu weszła kolejna dwójka dzieci. Trzynastoletnia dziewczyna w stroju gothki, która tylko burknęła jakieś "dzień dobry" pod nosem i zamknęła się na klucz w sowim pokoju. Pani Terry przetłumaczyła, ze to znaczyło "Dzień dobry, jestem Giselle, miło państwa poznać". Za nią do salonu wszedł nieco otyły, wysoki, czarnoskóry chłopak w koszulce z Optimuesem Primem. Na oko lat 15, chociaż wyglądał na starszego. Stanął gdzieś z boku, trzymając w rękach plecak i nieśmiało spojrzała po państwu Bright.
Jolene wstała i zaczęła skakać po fotelu.
- To co, bierzecie nas?
Chłopak podskoczył do dziewczyny, chwycił ją i usadził na ziemi, żeby sobie krzywdy nie zrobiła.

Zobacz profil autora
Alice popatrzyła na męża z rozbawieniem, ciekawa jak sobie poradzi z odparciem zarzutu o byciu staruchem. Oj Jolene miałaby przerąbane, gdyby obraziła Harrego na oczach jego żonki!
Ten jednak nic sobie nie robiąc z uwag dziewczynki, wydał się Alice jeszcze bardziej kochany. Tylko myśl o dwójce dzieci, przeszkadzała w tej sympatycznej chwili. Pani Bright spojrzała w stronę kolejnych dzieci i uśmiechnęła się do nich, nawet jeśli miała być zignorowana przez gothkę.
Na pytanie Jolene, znowu nieco oblała się rumieńcem i zerknęła na męża. Tak bardzo nie wiedziała co powiedzieć!



Zobacz profil autora
Poratowała ich pani Terry, która ogłosiła, ze za chwilę obiad. Dlatego wygoniła dzieciaki, by się przygotowały, a męża przywołała, by ten jej pomógł.
- A państwo zostaną? - zapytała. Nawet jeśli Brightowie chcieli wyjść, to i tak przygotowano dla nich miejsce.
Przy wspólnym stole zasiadła cała rodzina, wraz z gośćmi. Frank i Eddie zasiedli razem w rogu. Rudzielec wciąż siedział w różowej czapce z jednorożcem i kazał mówić do siebie Edwardina, bo dziś uznał, ze odgrywa rolę królowej państwa Anglosaskiego. Dlatego też uznał, że rozporządzi, kto, gdzie siedzi. Nikt mu się nie sprzeciwił. Tylko Frank wywrócił oczami i skomentował:
- Ty to mas nierówno pod sufitem! Zająłbyś się porządną robotą, a nie aktorzeniem, z tego nie ma pieniędzy!
Eddie pokazał mu język.
W tym czasie Emma ciągnęła nosem i gile jej leciały do ust. Chyba wciąż jej się Harry nie podobał. Chwyciła za swój widelczyk i zaczęła grzebać w ziemniakach, a pan Terry usiłował jej pomóc z krojeniem kotleta.
Jolene usiadła obok Elijah i od razu wpakowała do ust groszek. Pani Terry ją poprawiła i kazała zmówić modlitwę.
- Dobra, dzięki za te dary, Ament!
Pan Terry westchnął ciężko i poprosił by Elijah poprowadził modlitwę. Dopiero gdy chłopak zgrabnie podziękował za wszystkie dary, zabrali się za jedzenie.
Ostatnia do stołu doszła Giselle. Usiadła przy stole, założyła ręce pod piersiami i fuknęła, ze ona mięsa jeść nie będzie.
- A nie mogę zjeść u siebie?
- Nie, Giselle, są goście, jemy razem!
- Boże! Jak wy nic nie rozumiecie!
Jolene zaśmiała się głośno i zachrumkała.
- Jak wy nic nie rozumiecie! - przedrzeźniała ją. Potem to samo zrobił Eddie. 
Frank uderzył głową w stół, nie umiejąc już wytrzymać tego zachowania. Elijah zjadł z pięć bułek i spojrzał nieśmiało na panią Bright.

Zobacz profil autora
Harry z niepokojem patrzył jak dziewczynka torturuje fotel w obawie, że spadnie obtłucze sobie swój pusty łebek. Na szczęście została w porę poratowana. Na twarz wrócił mu uśmiech.
- Jak chcesz się zabierać za interesy, to najpierw odrabiaj lekcje.
Zostali z Alice posadzeni przy stole niczym zakładnicy. Ale prawnik nie będzie nikogo pozywał. Obserwował dzieciaki z zainteresowaniem, co jakiś czas patrząc kontrolnie na Alice. Musiał przyznać, że Elijah to bardzo dobrze wychowany chłopak. Omijał jednak wzrokiem Emmę, speszony jej płaczem. No jak można się bać tak miłej twarzy jak jego?
- Jak długo prowadzi pani dom zastępczy - zagadał do pani domu.



Zobacz profil autora
Alice z chęcią została jeszcze w domu zastępczym, chcąc poznać wszystkie dzieci, by potem wieczorem nie mogąc zasnąć, woląc toczyć długie rozmowy z mężem.
Ukradkiem odetchnęła głęboko, trochę przytłoczona gromadką dzieci i wyborem jaki przed nimi stał. Napewno łatwiej byłoby wybrać śliczne dziecko z grona niemowląt, a tymczasem stali twarzą w twarz z charakterystycznymi już dzieciakami.
Alice z rozbawieniem obserwowała kłotnię między Eddie'm i Frankiem, z rozczuleniem spojrzała na malutką i wystraszoną Emmę, po czym zainteresowane spojrzenie zawiesiła na Giselle.
- To jest już nas dwie.
Odezwała się do niej ciepło i też podziękowała za mięso, pozostając przy ziemniakach i sałatce. Widząc nieśmiałe spojrzenie Ellijaha, posłała mu łagodny uśmiech i zerknęła na panią Terry, ciekawa odpowiedzi.



Zobacz profil autora
- Już dwadzieścia lat - odparła kobieta - zaczęłam jeszcze z rodzicami, potem konturowałam z mężem - wyznała pan Terry.
- Dwadzieścia lat z bachorami - zaśmiała się Jolene, specjalnie obniżając głos. A potem aż się posmarkała. Elijah westchnął i podał jej chusteczkę.
Frank oderwał czoło od blatu:
- Jesteś obrzydliwa.
- A ty gupi.
- Wcale nie.
- Zamknijcie się - Giselle wstała od stołu i poszła do swojego pokoju - róbcie ten cyrk beze mnie.
Zamknęła się na klucz i zapadłą cisza. Potem Emma zapytała, czemu nie ma kompociku, bo zawsze był a teraz nie ma. Elijah wstał i poszedł po kompocik. 
- No i co, kogo wybraliście? - zapytała Jolene, mieląc w ustach kukurydzę. Aż jej trochę z ust wyleciało.
- Ehehe, na pewno nie ciebie - zaśmiał się Frank, i jemy z ust wypadł groszek. 
- A czemu nie?!
- A bo ty zawsze chodzisz z Elijah a jego nikt nie chce bo jest za duży, a nie robią takich dużych łóżek, boże, jaka ty jesteś głupia! Poczytałabyś książkę kiedyś, to byś wiedziała.
Eddie pociągnął nosem, bo mu pieprz wpadł do jednej z dziurek. Kichnął mocno, a Emma znowu się popłakała.

Zobacz profil autora
Spojrzawszy kątem oka na pyskatą Jolene Harry kontynuował rozmowę z panię Terry.
- Osoba z pani doświadczeniem musiała widzieć już chyba wszystko - uśmiechnął się i ze smakiem wcinał mięso.
Odwrócił się do Jolene plującą kukurydzą ale nic nie powiedział. Podniósł tylko jedną brew i wrócił do ziemniaków.
Zmarszczył się nieznacznie ze współczuciem na okrutne komentarze dzieci względem nastolatka. Ale Dzieci mimo, że okrutne to często mają dużo racji. Sytuacja Elijah wydawała się mało optymistyczna.
Popatrzył trochę smutno i znacząco na żonę.



Zobacz profil autora
- Ano widziałam. Widziałam wiele rzeczy i wiele rodzin. Szczęśliwych dzieci no i te... które niestety, do końca z nami zostawały - westchnęła pani Terry.
- Dzieci, spokój - pan Terry usiłował zapanować nad kłótnią - Eddie, Frank, idźcie pozmywać!
Dzieciaki z oburzeniem w głosie wykonały polecenie. Elijah też wstał od stołu, po zjedzeniu kilku kotletów i sam tez poszedł sprzątać.
- E, to co, teraz obejrzycie nasze pokoje?! - zapytała podekscytowana Jolene.

Zobacz profil autora
- I jak sobie pani radzi z utrzymaniem wszystkiego?
Zainteresowała się Alice, swe pytanie poniekąd mając podyktowane lekkim stresem przed przyszłymi obowiązkami matki. I żeby to jeszcze tylko jednego dziecka! A jak zajdzie w ciąże? Albo mąż będzie chciał przygarnąć Jolene i Elijaha?
Na moment odwróciła spojrzenie w stronę dzieci, z żalem widząc odejście Giselle i z przykrością obserwując płacz Emmy.
- Hej, kochanie. Popatrz co mam.
Wygrzebała z torebki pluszowego króliczka, który ze swym niewielkim rozmiarem mógłby być brylokiem do kluczy. Wyciągnęła rękę i położyła go przed dziewczynką, uśmiechając się łagodnie. Zaraz się wyprostowała i przekazała talerz chłopakom, zwracając uwagę na pytanie Jolene.
- No chyba..?
Stwierdziła, pytająco spoglądając na męża i panią Terry.



Zobacz profil autora
Emma przyjęła pluszaka, spojrzała na niego i wzruszyła ramionami.
- Mam większego - stwierdziła, ale przynajmniej przestała płakać! 
Jolene zeskoczyła ze stołka i od razu chwyciła dłoń Alice, by zaciągnąć ją do pokoju, któy dzieliła z Emmą i Giselle. 
- No jak pani widzi... -rzuciła pani Terry, śmiejąc się.
Po chwilowym dobijaniu się do drzwi, Giselle otworzyła. W środku były dwa łóżka. jedno pojedyncze, należące do nastolatki, drugie - piętrowe. Na dole spała Emma, na górze Jolene. 
Na ścianach liczne plakaty. Second Direction, Ramona Arizona, Kung Pury. Domek dla lalek, pełno maskotek-kotów, klocki Mleko, jeden, stary laptop, przy którym siedziała Giselle. Pewnie siedziała na starej Kiszewie. 
- To jest Porucznik Wons! - zawołała Jolene, pokazując  pluszowego kota - a to Admirał Grzmiące kopytko - wskazała na pluszowego konia, który należał do Emmy.

Zobacz profil autora
Cóż, Harry był w tym momencie tak zauroczony tymi rozwydrzonymi dzieciakami, że myślenie pragmatyczne odłożył sobie na wieczór. Zerknał na Alice, która chciała przekupić nieugiętą Emmę pluszakiem.
- Ma może pani dla nas jakąś radę na tym etapie? Zapewne zna Pani już chyba wszystkie przypadki i ewentualności. - próbował dalej rozmawiać z kobieta ale Jolene chyba nie znosiła nie być w centrum uwagi.
- Pokoje? - ale dziewczynka pognała w stronę pokoju. Harry zaśmiał się, wstał od stołu i zwrócił się do Pani Terry.
- Zdaje się, że ktoś porwał mi żonę. Idę negocjować z porywaczem - stanał w drzwiach pokoju i patrzył jak podniecona Jolene przedstawaia pluszaki.
- Zbierasz armię widzę. Chcesz opanować świat, czy masz jakieś bardziej ambitne plany?



Zobacz profil autora
Pani Terry uśmiechnęła się lekko.
- Po prostu musicie widzieć, ze dziecko was lubi. Na tym etapie to najważniejsze - powiedziała - nic na siłę.
Gdy usłyszała o porwaniu, pozwoliła Harry'emu na odejście. W pokoju zaś Jolene zasypywała Alice opowiadaniami o imionach zwierząt. Na co Giselle prychała i prychała. Nałożyła słuchawki na uszy i zaczęła zagłębiać się w wątki na swoim pbf.
- Armię? Nie, to głupie. Po co mi armia jak ja jestem super bohaterem? Ej, a chcecie zobaczyć pokój chłopaków? Mają super zabawki!
Pociągnęła za sobą Alice, by potem wepchnąć ją do sypialni obok. Tam podobny układ łóżek. Pojedyncze łóżko Elijah i piętrowe należące do Eddie'ego i Franka. Dwójka chłopaków wpadła do siebie i od razu zaczęła wspinać się na górny materac.
- No i co, co małe mrówki? - zaczął Edidie, udając, ze jest kapitanem na statku. A raczej kapitanką. Frank tylko pacnął otwartą dłonią w czoło.
Na podłodze puzzle, kolejka elektryczna, klocki mleko, jakaś Barbie i mnóstwo książek. Rysunki Franka wywieszone na ścianach a nad łóżkiem Elijah - plakat z komiksu "Czarny Wąż" powiadającym o czarnym Apaczu.

Zobacz profil autora
Alice nie oponowała, tylko ruszyła szybko za Jolene, rzucając mężowi rozbawione spojrzenie przez ramię. Gdy tylko weszły do pokoju, Alice rozejrzała się po jego kolorowym wnętrzu, marząc by takie jedno było w ich domu. Na dźwięk imion pluszaków, podeszła do nich bliżej i wzięła do ręki kota.
- Piękne imiona. Ty je wymyśliłaś?
Ah jakże cisnęło się na usta pytanie czy Jolene lubi zwierzaki. I jakie zwierzaki. I kim chciałaby zostać w przyszłości. I dlaczego weterynarzem. Ale na to wszystko był jeszcze czas! Bo Alice miała mieszane uczucia i nie wiedzała tak do końca co z mężem zdecydują.
No i jeszcze więcej pokoi było do zwiedzenia!
- Oho! Lubicie wysokości?
Pani Bright spojrzała w górę na chłopaków, uśmiechając wesoło i myśląc o domku na drzewie, który kiedyś z Harrym widzieli obok swego pięknego domu.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 2]

Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach