Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 12 z 13]

First topic message reminder :

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.


-----


- No jakby chciał robić dużą ścianę to muszę mieć pozwolenie. Za duże ryzyko... takie małe szablony to se mogę na jedną noc zrobić... - podrapał się po brodzie. W końcu zamalowany czerwony napis i musieli poczekać, aż wszystko wyschnie. 
Przysiadł na ziemi. 
- Motor... to... dobry pomysł jest. Ale kasy brak.



Ostatnio zmieniony przez Noah Houser dnia Pią 31 Lip 2015, 17:58, w całości zmieniany 1 raz



Zobacz profil autora

nie spodziewał się tego pocałunku. Ale pozwolił na niego. 
Objął więc dziewczynę, a gdy ta się od niego oderwała, ten znowu ja przyciągnął ją do siebie i tym razem ją pocałował. Może nawet też tka jak na tych starych, czarno-białych filmach. Tylko zazwyczaj ich akcja dzieje się w czasie II Wojny Światowej w Afryce a nie w Arizonie, w październiku, a bohaterowie nie mają n sobie lamerskich piżam.
- Em, dzień dobry?



Zobacz profil autora
To nie był jeszcze dzień, który wcale się nie zanosił na bycie dobrym. Pewnie dziewczyna nawet nie chciała teraz o nim myśleć, dlatego przyłożyła dłoń do jego ust, w międzyczasie wsuwając kciuk drugiej dłoni za materiał majtek w kaczuszki, które chwilę potem z siebie zsunęła i rzuciła na ziemię. Zaraz potem oderwała dłoń od jego ust i wróciła do wsysania się w jego twarz, włażąc mu przy okazji pod kołdrę.



Zobacz profil autora
Gdyby wiedział, co siedzi w głowie 
Consueli. Och, gdyby umiał ją odczytać, życie by było o wiele prostsze. Ale teraz spróbował nie myśleć za wiele i powstrzymał się od nadmiernego analizowania tej sytuacji - bo by jeszcze coś powiedział nie tak i skończyłoby się jak zwykle.
Dlatego zamknął japę i pozwolił dziewczynie bez majtek wejść pod kołdrę. nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć do czego to zmierza. I Noah czuł się, jakby dostał gorączki.
Sam też pozbył się swojej bielizny i posadził pewniej Consuelę na sobie, pozwalając jej być na górze i robić z nim co chce. Nie był rolnikiem na orce czy Warszawą, którą się atakuje w 63 dni walk.



Zobacz profil autora
A ona nie była ani oranym polem, ani atakującymi Niemcami. Wychodziło na to, że oboje byli zwykłasami, pozwalającym sobie tym razem na uniesienie na w miarę bezpieczną wysokość. Nie trzeba było nawet odpalać spadochronów.
W każdym razie pewnie ani jedno ani drugie nie będą pamiętać w którym to momencie tak właściwie zasnęli z powrotem. Wiadomo jednak, że po ponownym przebudzeniu się Noah już nie ujrzy Consueli w pokoju, a jedynie kaktus stojący tuż przy jego łóżku.
zt



Zobacz profil autora
// 27.01.2014

Noah chyba powinien sie przebranźowić. Najpierw remont stacji a teraz planowanie remontu domu Consueli?
On się na tym znał jak kot na kwaśnym mleku, toteż poprosił kilka osób o pomoc... tylko ciekawe czy nie skończy sie na wyśmianiu pomysłu.
W każdym razie... materiały kupił i nie wiedział w co ręce włożyć to siadł przed domem i na niego patrzył.



Zobacz profil autora
- Dzień dobry, panie Dalton - przywitał sie, podnosząc głowe i spoglądając na motocykliste obok. Potem jednak wzrok przeniósł na materiały walające się po podwórku.
- Ma być dodatkowy pokój i garaż ale prędzej sie popłacze niż je wybuduje.



Zobacz profil autora
- Wiedziałem, że o czymś zapomniałem.. - rzucił, słysząc pytanie o dach. Wstał, otrzepał spodnie i popatrzył po placu budowy.
- No.. mam jakieś... - przekalkulował wszystko - pięć miesięcy. To od czego zaczynamy?



Zobacz profil autora
- No nie, nie wyciągnie. No może dosłownie sie kogoć wyciągnie ale... powiedzmy, że za pięć miesięcy będę tu.mieć wymagająceho lokatora lub lokatorke.
Kopnął kamyk przed sobą, ale nie było co czekać. Sięgnął po plany i pokazał Brianowi.
- Można już zaczynać?



Zobacz profil autora
Aż mu się wstyd zrobiło jak Brian wspomniał o dzieciaku.
- No... ale to będzie już mój problem... - mruknął i zabrał sie za przygotowanie narzędzi.
Podał łopate Brianowi.

By zacząć budowe fundamentów - sumujecie siłe obu postaci i wstawiacie w mnożnik z progiem 70.



Zobacz profil autora
- No ale przecież dzieci sie nie robi koktajlami mo... aaaaa... pan nie o tym.. chwila.
Zamachał parę razy łopatą, ale końca roboty nie było widać.
- No.. ja wiem, że trzeba... ja wiem, że broń konieczna... ale szczerze, to faktycznie mało który z nas miał taka strzepbe w łapach.
Węstchnął ciężko i oparł się o szpadel wbity w ziemie.
- Możw i nie ma, ale chyba moge chociaż się postarać, nie? Zależy mi.

Te same kostki, tez sam próg.



Zobacz profil autora
Przyznał mu racje. We wszystkim. Bo i nie miał wyjścia, musiał podjąć takie decyzje, a wciąź był smarkaczem.
- No to czas dorosnąć... - mruknął.

Ten sam mnożnik, z progiem 65.



Zobacz profil autora
Słysząc pytanie o piwo nie czekał długo - odłożył łopate i zajrzał do domu. Po kilki chwilacj wrócił z butelkami i otwieraczem.
Może w końcu im jakoś pòjdzie.
- No... i się oświadczyłem - wyznał - to chyba dorosłe, prawda? - zapytał jakby szukając pochwały.

Te same kostki, próg 60.



Zobacz profil autora
Głośno przełknął ślinę, widząc blizne... wyobraził sobie jak Consuela strzela do niego albo dźga nożem... nie. To pasowało jak pięść do nosa. Zreszta, w jego mniemaniu on za bardzo sie stara by dostać mose między żebra od żony. Prawda?
- Aa... no. Może. Nie wiem. Mam nadzieję... o nie. A co jak sie nie zgodzi?
Jeszcze nie wiedział, że jutro dostanie jedocześnie zgode i kosza.

Ten sam mnożnik i próg.



Zobacz profil autora
Aż musiał kolejne piwo otowrzyć by zacząć celebracje nad wykopanym dołem. Aż chciałoby się zaklaskać.
-  No. Może. Mam nadzieję... byłaby lipa jakby się nie zgodziła. No. Ale nie wiem czy moje miłosne wyznanie ją chwyci za serce. 
Otarł pot z czoła.
- To co teraz?  Wylewka? - zapytał, polegając na życiowej mądrości Briana.



Zobacz profil autora
Podrapał się po głowie. No tak. Może.racjonalne argmenty jakie wypisał w liście trafią do Consueli. Bystra była, tak?
Dopił piwo i zaczął znosić kolejne materiały.

By przygotować wylewke - sumujecie wasze intigencje, siły i kondycje - próg 90.



Zobacz profil autora
Noah nie zwykł palić. Co nie znaczy, że nie umiał - po prostu jakoś mu nie smakowało. Ale teraz głupio byĺo odmówić.
- Dzięki. No i dziękuję za pomoc. Naprawde. Jestem pana dłużnikiem, panie Dalton.
Przysiadł na jednym z palstykowych krzesełek i podsunął drugie Brianowi. Mogli teraz podziwiać swoje dzieło.



Zobacz profil autora
Brian miał racje, ale sam Noah raczej nagle nie zmieni zastaiwenia ani też nie przestanie sie stresować. Ani cykać. Mimo wszystko bał się i chyba każdy to widział. 
Raczej glupim byłby ten, który by wgrywał w tej sytuacji chojraka.
- Tak... zbiorę ekipę i ogarniemy broń. I strzelnicę - odpowiedział, sam też gasząc papierosa.



Zobacz profil autora
/noc z 28 na 29.01.2014/początek/

Późną ciemną nocą, po cichutku, niepostrzeżenie do środka wślizgnął się Skittles. Któż mógł by wiedzieć jak długo siedział na krześle przy łóżku śpiącego Noah, z Wypierdalaj na kolanach, która ewidentnie pokochała intruza, wskakując mu na kolana i mrucząc w swym kocim zadowoleniu. Skittles głaskał powoli zwierzaka, siedząc cichutko i czekając cierpliwie aż Noah się obudzi. Najwidoczniej uznał, że mają do pogadania po tych kilku miesiącach.



Zobacz profil autora
// 29.01, ta sama pora

Jeśli okaże się, że Smittles mu rozwalił zamki, to mu wyśle rachynek za nowe. Albo się odegra.
W lażdym razie, gdy tak się Jones wgapiał na śpiącego Noah jak Edward w Belle to się wreszcie Indianin obudził.
- Kurwa! Pukać nie umiesz?! Zresztą... co ty tu robisz?! Wypierdalaj... złaź mu z kolan!



Zobacz profil autora
- Różne opinie na ten pogląd krążą po miasteczku, no ale cóż... najwidoczniej umiem, skoro doszło jakimś cudem w moim przypadku do procesu rozmnażania. - wzruszył ramionami, dalej głaszcząc zadowoloną Wypierdalaj.
- Swoją drogą, radziłbym ci przywiązać większą uwagę do swoich manier. Nie rozmawiasz ze swoimi koleżkami z kółka miłośników rowerków. - prychnął cicho pod nosem z lekką kpiną. Mówił ściszonym głosem, zresztą bardzo przyjemnym i melodyjnym.
- W każdym razie musimy pogadać, Noah. Dlatego tutaj jestem. - po chwili przeszedł więc do rzeczy.
- Jak się spało?



Zobacz profil autora
- O niczym nie musimy, Skittles. Co najwyżej moge posłuchać. I tak, nie jesteś noim kolegą. Dlatego w dupe się pocałuj. 
Na pytanie o sen nie odpowiedział. Wstał, zapalił światło i podszedł do mężczyzny i wziął na ręce syczącą Wypierdalaj.
- To mój kot.



Zobacz profil autora
Skittles uniósł brew, obserwując jak Noah wyrywa mu zwierzaka z rąk.
- Yeah. - skomentował to tylko, a potem rozsiadł się wygodniej na krześle, przyjmując pozę wskazującą na zblazowanie i totalną wyjebę.
- Wciąż nie mogę sobie wybaczyć tego w jakich okolicznościach zerwaliśmy naszą przyjaźń, Noah. Długi czas zastanawiałem się jak ci wynagrodzę to upokorzenie. Naiche pewnie przewraca się w grobie, widząc jak was potraktowałem. - zamilkł na chwilę, wpatrując się w swoje obrzydliwie drogie buty, które mu trochę osłodziły gorycz jego wypowiedzi.



Zobacz profil autora
Podszedł do drzwi i wywalił za nie Wypierdalaj. Gdy Skittles mówił coś o "przyjaźni" tylko prychnął. Nawet na niego nie spojrzał. 
- Ułatwie ci myślenie. Nic od ciebie nie chce, nic nie musisz robić, tylko wyjdź. I nie mieszaj do tego Naiche, bo oboje wiemy, że jesteś ostatnią osobą, która powinna teraz wspominać jego imię. Co, wciąż nie dochodzi do ciebie, że to orzez ciebie zginął? Jestem, kurwa, w ciężkim szoku.



Zobacz profil autora
Skittles zacisnął mocno usta po słowach Noah. Przełknął to co mu siedziało na języku.
- nauczyłem się od tego czasu wiele. - powiedział zamiast tego.
- Gdybym mógł cofnąć czas, gdybym dostał szansę na naprawienie tego wszystkiego, to skorzystałbym bez wahania. Wyobrażasz to sobie? Szansa na to, by Naiche żył. Moje życie w tym momencie wyglądałoby zupełnie inaczej. Ale nikogo nie słuchałem, wszystkich traktowałem jak ludzi innej kategorii. Gdybym nie był wtedy tak bardzo zaślepiony... - westchnął ciężko. Któż mógł wiedzieć o co mu tak naprawdę chodziło.



Zobacz profil autora
Nawet jeśli bardzo by chciał, nie mógł do końca wierzyć w słowa Skittlesa. Nie był idiotą i zwalczył w sobie wszelakie współczucie wobec niego. Ale nie przerywał mu. Krążył po pokoju i pozwalał mu na ten cyrk.
- Kurwa, człowieku przez ciebie nieżyje mój brat! A mój bratanek jest sierotą! Myślisz, że poklepię ciępo plecach i uznam, że nic się nie stało?! A to dopiero wierzchołek góry lodowej!



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 12 z 13]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach