Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Hawton Avenue

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 4 z 6]

1 Hawton Avenue on Pią 16 Maj 2014, 15:04

First topic message reminder :

Tutaj znajduje się urząd miasta, kancelaria prawnicza J. Santosa (na skrzyżowaniu z Pickles Street) i redakcja miejscowej gazety. Na skrzyżowaniu z główną drogą stoi przychodnia oraz apteka.

Zobacz profil autora

76 Re: Hawton Avenue on Pią 28 Lis 2014, 21:43

Skittles zabrał się do roboty i razem z Ritą zaczęli spychać jej gruchota z ulicy. Po wysłuchaniu słów Rity, przerwał na chwilę pracę i spojrzał w kierunku dziewczyny.
- Co musiałbym zrobić? - zapytał. Pewnie w głębi serca naprawdę się łudził, że da mu spokój. Z drugiej strony nie mógł się dziwić Ricie. W końcu był wspaniały. Sam by nie ustał do siebie w podbojach, przynajmniej dopóki by...
W tym momencie poczuł na sobie łaskę oświecenia, a z drugiej zimny pot skraplający się na jego karku. Może nawet zbladł mimo swojej ciemnej karnacji. Szybko jednak odzyskał animusz i pomógł uporać się całkowicie z autkiem Rity. nic jednak już nie mówił.



Zobacz profil autora

77 Re: Hawton Avenue on Pią 28 Lis 2014, 21:53

Oczywiście, że był wspanialy. Niezaprzeczalnie i nieodwołalnie. Nawet, jak był największym dupkiem stąpającym po ziemi w promieniu kilkuset mil. A może właśnie dlatego.
Rita się nieźle zasapała od tego pchania auta. Gdy na Skittlesa spływała łaska oświecenia, ona otworzyła drzwi i sięgnęła po butelkę, żeby pociągnąć z niej kilka zdrowych łyków.
- Chcesz? - spytała, bo przecież nie chciałaby, żeby jej mężczyzna marzeń się odwodnił. Ach, prawie zapomniala o odpowiedzi! Dlatego też zatrzasnęła drzwi i z butelką w ręce ruszyła ku Skittlesowi. Stanęła blisko. Bardzo blisko. Tak blisko, że broń Jonesa w postaci jego ciętej riposty właśnie przestawała mieć znaczenie. Po chwili cycki Rity przyssały się do jego torsu jak wcześniej jej usta do gwinta, a jedna dłoń zjechała w okolice rozporka.
- No, wiesz już, co musiałbyś zrobić?



Zobacz profil autora

78 Re: Hawton Avenue on Pią 28 Lis 2014, 22:00

Skittles podziękował za napój. Przecież nie będzie pił po niej. I to jeszcze alkoholu. Jeszcze się czymś zarazi. Fuj.
- Wiem. - mruknął w odpowiedzi, po czym odepchnął klejącą się do niego Ritę i znowu podrapał się w krok, marząc o jedwabnej bieliźnie za grube hajsy.
- Ale na pewno nie tutaj. - zaznaczył.



Zobacz profil autora

79 Re: Hawton Avenue on Pią 28 Lis 2014, 22:06

Ricie oczy zabłysły, ale na krótko, bo została BRUTALNIE ODEPCHNIĘTA. Bosze. Napiła się wina i zerknęła na gest, który Skittles wykonał kolejny raz.
- Co ty, kurwa, syfilis masz, że się tak drapiesz? - spytała, wykrzywiając twarz z obrzydzeniem.
Boże, dlaczego. Akurat, gdy SIĘ JUŻ PRAWIE ZGODZIŁ, miałoby się okazać, że ma jakiegoś syfa? Albo wszy? Albo cholera wie, co jeszcze?
- Bo jak masz, to lepiej wylecz, bo umarcie na syfilis to jest kurde mega obciachowa śmierć - pokiwała głową. - I mówię tu o sobie, hehhehehe. Ale powiedz gdzie, wpadnę jak twój pisiolek będzie już piękny i zdrowy - zafalowała brwiami i znów napiła się wina.



Zobacz profil autora

80 Re: Hawton Avenue on Pią 28 Lis 2014, 22:15

- Albo teraz, albo nigdy. - oznajmił jak na sądzie ostatecznym, ze śmiertelną powagą odczuwalną w jego głosie, jak i malującą się na jego twarzy. Wydawał się być zdecydowany, co było dość spora niespodzianką. Ciekawe tylko, czy Rita będzie w stanie zaryzykować obciachową śmierć, by chociaż raz w swoim życiu zaznać boskiego ciała Skittlesa, które - nie oszukujmy się - warte było każdej ceny.



Zobacz profil autora

81 Re: Hawton Avenue on Pią 28 Lis 2014, 22:19

No proszę cię. Oczywiście, że Rita była w stanie zaryzykować obciachową smierć, by przelecieć Skittlesa. Dlatego skoczyła do niego po raz kolejny i pociągnęła do samochodu. Ale zaraz z niego wyszła, bo przecież silnik nie chciał odpalić. W końcu nadejdzie chyba ten sądny dzień, w którym będzie musiała oddać go do warsztatu.
- No to prowadź - zarządziła, łapiąc torebkę i paczkę chrupek. Oj tam. Jak założy dwie gumki to przeżyje, nie? Dobra, jedną. Bez przesady!



Zobacz profil autora

82 Re: Hawton Avenue on Pią 28 Lis 2014, 22:30

Spiął się, no ale trudno. Pora w końcu zachować się jak mężczyzna.
Skittles wbił dłonie w kieszenie i kiwnął na Ritę, prowadząc ją do siebie.

zt --->< Rosie



Zobacz profil autora

83 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 20:29

/04.04.2013r., popołudnie/

Po pracy miała jeszcze odebrać skompletowane recepty dziadka. Wyszła właśnie z apteki objuczona papierową torbą pełną leków, najpewniej na każdą chorobę wieku plus siedemdziesiąt. Stanęła na rogu apteki i systematycznie upychała kolejne fiolki z tabletkami, kapsułkami, pigułkami i innymi cudami technologi postaci leku. Po uporaniu się z tą czynnością, z westchnieniem ruszyła wzdłuż drogi.



karta

Zobacz profil autora

84 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 20:35

- Mmmhmhm - rozległo się jakies mruczenie za plecami kobiety. Powtórzyło się kilka razy. Joan mogła usłyszeć za sobą nieco szurające kroki. Stawiał je mężczyzna z brodą, w czapce, brudnej parce i o mętnym spojrzeniu. W dłoni dzierżył butelkę w papierowej torbie.
Joan była inteligentną kobietą, więc mogła się domyślić, że facet szedł za nią i bez skrępowania obczajał jej tyły.

Zobacz profil autora

85 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 20:50

Zmarszczyła brwi słysząc dziwne dźwięki za swoimi plecami. Borze, borze wielki i szumiący, co to? Ktoś dostał ataku egzotycznej choroby, zombie, nie, to tylko menel. Joan obróciła się przez ramię i tak spostrzegła idącego za nią typa. Chwilę się krytycznie przyjrzała mężczyźnie. Stanęła z boku chodnika, tak by w żadnym wypadku nie blokować przejścia. Zaczęła niby to coś szukać w kieszeni marynarki, tylko po to, żeby tamten ją wyminął, miejmy nadzieję. Nie za bardzo podobało jej się, że ktoś za nią idzie ani też ta butelka, którą miał w ręku.



karta

Zobacz profil autora

86 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 20:59

Niestety, mężczyźnie chyba się spodobała postać Joan, więc gdy ta zwolniła, a potem zatrzymała się po boku, tamten też się zatrzymał.
- A pani to dokąd idzie? Może w tę samą stronę co ja? - spytał niskim, seksownym, chrapliwym głosem. Niestety, był to po prostu głos przeżarty alkoholem i papierosami. Stanął bliżej Joan, rozsiewając wokół siebie woń dawno niepranych ubrań i wódki.

Zobacz profil autora

87 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 21:13

Oj, aromat był z typu tych zwalających z nóg, w końcu hodowany długo (miesiącami?). Ale jeszcze do przeżycia, nie wąchał nikt przykrych zapachów, kto nie był na pracowni chemii organicznej, więc Joan nie skrzywiła się, ale komfortowo jej też nie było. Zrobiła pół kroku w tył. Podniosła wzrok na mężczyznę i w końcu dała sobie spokój z przetrząsaniem kieszeni w celu znalezienia czegoś, czego i tak tam nie było. Wolną ręką poprawiła okulary.
- A panu w którą stronę? - zapytała w odpowiedzi. Spojrzała wzdłuż drogi czy aby nikt tędy nie przechodził.



karta

Zobacz profil autora

88 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 21:20

- No najchętniej w tę, gdzie pani idzie - zarechotał wesoło i zamachał lekko butelką, po czym przyłożył ją do ust. - Łyczka?
Zaoferował po dżentelmeńsku!
- A co pani, chora? - wskazał reklamówkę z lekami. - To tym bardziej popić trzeba!

Zobacz profil autora

89 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 21:33

Energicznie pokręciła przecząco na iście kurtuazyjną propozycję podzielnia się alkoholem. Miała ochotę parsknąć śmiechem na całą sytuację. Z drugiej strony, w swym godnym pożałowania życiu, nigdy nikt jej tak skomplementował, jak menele, szczególnie, jak chcieli wyciągnąć drobne.
- Nie, to nie dla mnie - spokojnie odpowiedziała. - Każdy zażywa taki lek, jaki uzna za najlepszy - skwitowała całe to popijanie ze wzruszeniem ramion. Dobra, szkoda jej było tracić czasu na takie bzdury, więc ruszyła z miejsca i to nadając sobie niezłe tempo. Może facet nie nadąży albo znajdzie sobie fajniejszy cel, o.



karta

Zobacz profil autora

90 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 21:40

Ale jegomość chyba polubił towarzystwo Joan, więc po chwili ruszył za nią.
- A dla kogo? - zapytał, zrównując się z nią. Zaczął pogwizdywać i zerkać na kobietę coraz śmielej. - A ten. Nie sypnęłaby pani drobnymi? Na, eee, pranie - zapytał później.
Najwyraźniej nie zamierzał się odczepić. Ale przynajmniej był miły!

Zobacz profil autora

91 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 21:52

Jaki ciekawski, pewnie jak nie miał domu i dostępu do kablówki, to mu zostało nagabywanie przypadkowych przechodniów. Jakie życie, taka rozrywka.
- Dla męża - powiedziała całkowicie poważnym i niewzruszonym tonem. I tak dotarli do sedna sprawy, a przynajmniej tak uznała Joan. - Jak sypnę, to zaraz pan pójdzie - zrobiła krótką pauzę - do pralni?
Zaczęła obszukiwać kieszenie, teraz już w prawdziwym celu, aż chyba wyczuła w kieszeniach swych czarnych spodni kilka monet.



karta

Zobacz profil autora

92 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 22:04

- Noo, nie wiem czy tak zaraz, to kawałek drogi stąd - odparł. Przyglądał się jak Joan szuka pieniędzy. A potem nagle chwycił ją za nadgarstek i pchnął w stronę ściany najblizszego budynku.
- Większym nominałem też nie pogardzę - wychrypiał, zionąc wysokoprocentowym alkoholem w twarz kobiety.

Zobacz profil autora

93 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 22:25

Tak, dała się podejść, czy potem cała sprawa zostanie opisana, jako rozbój na miłego lumpa? Choć akurat takie myśli raczej specjalnie Joan głowy nie zaprzątały. Możliwe, że wydałaby z siebie krzyk, gdyby nie to, że przez zderzenie się plecami o ścianę większa część powietrza uciekła jej z płuc. Wypuściła również na ziemię torbę z lekami. Odetchnęła głęboko, błąd, żeby móc cokolwiek powiedzieć.
- Dobrze, będą grubsze nominały - odpowiedziała zduszonym głosem, choć starała się włożyć w wywiedź tyle ugodowych tonów, ile mogła. Odsunęła się w bok i próbowała wyszepnąć przegub, a równocześnie dodała: - znajdę portfel.
W tym czasie wolną ręką otworzyła torebkę, w której zamiast wspomnianego portfela, złapała za pojemnik z gazem pieprzowym.



karta

Zobacz profil autora

94 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 22:44

Rzut na ślepy los!

Opcja a) kostki parzyste: W czasie, gdy pijaczek stręczył Joan, chodnikiem z przeciwnej strony zmierzał jakiś mężczyzna. Po chwili przyspieszył i donośnym głosem odezwał się:
- Kochanie! - wtedy też menel zwrócił na niego swoją uwagę, puszczając rękę Joan. - Kochanie, wszystko w porządku? Ma pan jakiś problem? - pytanie skierowane do napastującego mężczyzny zadał już ostrym tonem.

Opcja b) kostki nieparzyste, drugi rzut na mnożnik, celność+refleks, próg 45. Jeśli więcej, Joan udaje się wyrwał rękę, a drugą chwycić gaz i prysnąć go w oczy mężczyźnie. Wtedy ten odskakuje i zaczyna krzyczeć. Jeśli mniej, mężczyzna zauważa ruch Joan i wyrywa jej pojemnik.

Zobacz profil autora

95 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 23:10

ślepy los - nieparzyste
(2) 43<45

Znikąd pomocy ni ratunku, więc Joan próbowała poradzić sobie sama. Ze skutkiem nie najlepszym. Kiedy już zacisnęła palce na metalowym pojemniku i chciała potraktować gazem napastnika, ten wyrwał jej go z rąk. A mogła mu dać te pieniądze, może by ją zostawił, w tej chwili nieważne. Poczuła uścisk w żołądku i nieprzyjemne gorąco, gdzieś w okolicach krzyża. Byle tylko nie poddać panice całkowicie i nie znieruchomieć. Nie chciała dać czasu mężczyźnie na jakieś dodatkowe ruchy. Rzuciła się bokiem na bezdomnego, miała nadzieję, że ten straci równowagę, będzie musiał się cofnąć, cokolwiek. Przy okazji mogła spróbować wbić mu łokieć w brzuch czy pod żebra.



karta

Zobacz profil autora

96 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 23:23

Rzut na ślepy los!

Opcja a) kostki parzyste: W czasie, gdy pijaczek stręczył Joan, chodnikiem z przeciwnej strony zmierzał jakiś mężczyzna. Po chwili przyspieszył i donośnym głosem odezwał się:
- Hej!
Napastnik zwrócił głowę w stronę, z której dobiegł głos, a wtedy pchnięcie Joan spowodowało, że zatoczył się i cofnął parę kroków. W międzyczasie tamten, który krzyknął, zdążył zbliżyć się na tyle, by złapać Joan za rękę i odciągnąć za siebie, oddzielając od pijaczka.

Opcja b) kostki nieparzyste, drugi rzut na mnożnik, siła, próg 25. Jeśli więcej, mężczyzna obrywa od Joan z bara i dodatkowo w brzuch, przez co cofa się o krok, zwija na chwilę i zaczyna wyzywać kobietę. Jeśli mniej, Joan jedynie odpycha mężczyznę na chwilę, co go tylko bardziej złości.

Zobacz profil autora

97 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 23:39

Ślepy los - parzyste

Wpadła z mniejszym, większym impetem w bezdomnego, chyba ktoś się w międzyczasie wmieszał, krzyknął. Joan nie wiedziała, dudniło jej w głowie w szaleńczym tempie, w którym biło jej serce. Ale chyba tak musiało być, bo jej posunięcie wyszło, napastnik rozkojarzył się na moment. Cofnęła się gotowa w każdym momencie odbiec, zwiększyć dystans od menela. Wtedy ktoś złapał ją, zasłonił od tamtego. W pierwszym odruchu chciała wyrwać natychmiast rękę, bo jak to kolejny agresor, ale się opamiętała. Drugą dłoń potarła czoło i próbowała uspokoić oddech, bo albo zapomniała oddychać, albo oddychała zbyt szybko. Popatrzyła jeszcze na bezdomnego i może chciała jeszcze warknąć, żeby zjeżdżał stąd, ale brakowało jej tchu w dalszym ciągu.



karta

Zobacz profil autora

98 Re: Hawton Avenue on Wto 02 Gru 2014, 23:50

Wybawca Joan był wyższy i postawniejszy od menela, więc ten nie był już taki odważny. Butelka potoczyła się chodnikiem, a on powtarzał, że przecież "nic się nie stało" i "tylko sobie rozmawialiśmy", podczas gdy drugi mężczyzna groził, że wezwie policję.
- W porządku? Okradł cię, zrobił krzywdę? - spytał szybko, odwracając się do Joan. W dłoni trzymał telefon z wybranym numerem, gotów by nawiązać połączenie. Co chwila zerkał na pijaczka, surowym spojrzeniem sugerując, by nie próbował nic głupiego.

Zobacz profil autora

99 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 00:04

Wreszcie kobieta opanowała się na tyle, że wyprostowała się i popatrzyła z lekkim niedowierzaniem na jej niedawnego napastnika. Uśmiechnęła się kpiąco te śmieszne tłumaczenia, zaraz zgryzła wargę.
- Tak, w prządku i nic się nie stało, - choć mogło, ale to już Joan na głos nie powiedziała - jestem cała.
Miała ochotę zobaczyć tego ziejącego przetrawionym alkoholem typka za kratkami, choćby tylko na chwilę, ale jaki sens było wzywać policję, jeśli faktycznie nic takiego się nie wydarzyło. - Nie, oni i tak mają, co robić teraz - powiedziała mając na myśli biuro szeryfa i niepotrzebne były rewelacje w stylu "prawie zostałam obrobiona przez bezdomnego pijaka".



karta

Zobacz profil autora

100 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 00:14

Mężczyzna kiwnął głową i schował telefon do kieszeni.
- Wynoś się - warknął tylko i postąpił parę kroków do przodu, w ramie gdyby tamten nie był zbyt skory po dobroci. Ten jednak szybko wziął dupę w troki.
Przechodzień odrzucił do tyłu swoje półdługie włosy i schylił się po torbę i rozsypane opakowania leków Joan. Zebrał je szybko i stanął naprzeciw kobiety. Jego uroda wskazywała, że był spokrewniony z rdzennymi Amerykanami.
- Na pewno wszystko okej? Odprowadzić cię gdzieś? - spytał, oglądając się po chwili za siebie, by sprawdzić, czy pijaczek faktycznie sobie poszedł.

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 4 z 6]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Similar topics

-

» 5th Avenue

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach