Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Long Street

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 4 z 6]

1 Long Street on Pią 16 Maj 2014, 15:07

First topic message reminder :

Przy Long Street znajduje się plac, na którym znajdziesz przystanek autobusowy. Jadąc w tę stronę miniesz też West Market.

Zobacz profil autora

76 Re: Long Street on Nie 29 Mar 2015, 00:56

No, Autumn pewnie i w ciąży wywija w takich butach.
- Ale co? - spytał, kiedy machnęła ręką, bo był ciekawy. O tyle lepiej, że może zapomnieć o tym. Albo i nie, bo przecież aż tak bardzo źle nie było.
- Connor na pewno by narzekał. Wiesz, inaczej się patrzy na kobietę Świętego, a inaczej na Świętą, bo zazwyczaj wiadomo z kim takie są kojarzone. Eva jest zadowolona, bo to chyba jedyna rzecz, którą osiągnęła w życiu, co mnie nie dziwi - zaczął mówić słowotokiem, do tego niezbyt wyraźnym. - Baker pewnie się boi, że rzucisz na niego klątwę i szybciej zejdzie, ci dwaj to wiadomo, jak już powiedziałaś.
Westchnął, schodząc nieco na bok, jakby myślał, że auto za nimi jedzie, ale nic z tego.
- One obie powinny być utemperowane porządnie, a wątpię, by Auguste na to przystał, jeśli chodzi o jego córkę. Consuela nadal stamtąd, z łazienki, nie wyszła?



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

77 Re: Long Street on Nie 29 Mar 2015, 01:01

- Nic no. Żeby chociaż te kary były wspołmierne do winy! - fukneła, bo to ją bolało najbardziej.
- No czyli będzie narzekał, tak mi się też wydaje.. poza tym nie jesteśmy razem, tak? A ja będę w sumie tylko pomagać w Vivie. Nie zamierzam kupować motora i jeździć w czarnej skórze. Dla was te cholerne koszulki robiłam, nie dla siebie - westchnęła i obejrzała sie przez ramie, ale nic nie jechało.
- No, tak. Baker myśli, że biegam nago po lesie i macham końską czaszką. Czy coś takiego - fuknęła.
- Nie, nie wyszła.. - westchnęła.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

78 Re: Long Street on Nie 29 Mar 2015, 01:05

- Są współmierne do kaprysu Bakera, nie winy - stwierdził nieco oschle, ale nie do Liluye, tylko tak jakby z niezadowoleniem do faktu, który wygłosił. - Nic z tym nie zrobisz.
- Zawsze jako towarzyszka możesz jeździć na motocyklu. Poza tym, Betty cię nie wypuści z nami, bo wydaje mi się, że zaczyna nas traktować gorzej niż pachołki - przyznał, marszcząc nieznacznie nos i musiał na moment się zatrzymać, bo jakoś mu się zakręciło w głowie.
- Uznajmy, że stary rocznik, stara mentalność - parsknął.
- Nie jestem zdziwiony, choć na pewno nie zasłużyła na taką pracę. Wystarczyło ją zgnoić i zostawić przy sprzątaniu kilka razy to by się ogarnęła, ale nawet dla mnie to przesada - mruknął pod nosem, nadal nie wyjaśniając tego, co też Cruella zrobiła.



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

79 Re: Long Street on Nie 29 Mar 2015, 01:07

Pokiwała głową, bo się z tym zgadzała.
- No chyba tylko na tylnym siedzeniu - uśmiechnęła się. - Właśnie. Nie wiem czemu. Coś się stało ostatnio? - zmarszczyła brwi pytajać Willa. A potem przystaneli i znów poprawiłą jego koszulke na ramionach.
- A co ona zrobiła? Dowiem się w końcu? - poprawiła pasek buta, stajac na jednej nodze na chwile i przytrzymujac sie parkera.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

80 Re: Long Street on Nie 29 Mar 2015, 01:11

Przytrzymywanie się Parkera nie było rozsądnym pomysłem, ale na szczęście nie zlecieli.
- Zapnij koszulę, jak tak ci nadal się osuwa - mruknął i rozejrzał się.
- Nie jestem pewien czy to o to chodzi, czy się jakoś kumulowało u Ramirez, ale na ostatniej imprezie, która nie była pierwszą tego typu, wylądowało dwóch Buendiów. Jeden zaćpał, drugi został przez nią zadźgany, a jak wiesz - nie jest to najwygodniejszy okres na zbieranie żniw - zaczął tłumaczyć, ale sam musiał zapalić papierosa. - Raz, że ja się przy tym wkurwiłem, bo drugi raz ktoś z Buendii, a dwa gadki Consueli i jej zachowanie jakby była ponad dziesięć lat w tym gangu, a jest niedługo to jest przesada. U nich obu - kontynuował, co jakiś czas wypuszczając dym. - No ale jak mówiłem, wystarczyłoby ją zgnoić, podłą pracę dać czy jej pierdolnąć w tył czerepu to ogarnie, ale robienie z niej dziwki, którą nie jest - pokręcił głową. - Na upartego tak samo Auguste by miała mieć, skoro też jest w Świętych, a wiadomo, że Claus szybciej sam by stanął przy rurze niż by córkę dopuścił - powiedział i się skrzywił. - ...kurwa, mogłem sobie to oszczędzić.



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

81 Re: Long Street on Nie 29 Mar 2015, 11:40

Wsadziła ręce w rękawy i zapięła z dwa guziki.
- Oj.. - skomentowała tylko, krzywiac się wyraźnie. No to ładnie. Tego nie wiedziała.. W końcu nie była pierdoła. Ale i tak kara mogła być inna.. Nie wiedziała teraz co o tym myśleć.
- No.. to nie była najpiękniejsza rzecz, którą sobie wyobraziłam - stwierdziła marszcząc nos. - Ale dość obrazowa. Chodź - pociagnęła go pod ramie i ruszyli dalej, do domu Betty.

zt - dom betty i drugi dzień / remont!




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

82 Re: Long Street on Sob 18 Kwi 2015, 16:33

// Popołudnie 28.07.2013

Katie właśnie podwoziła jakiegoś miłego staruszka, który właśnie spieszył się na autobus. Od czasu trzeba było popracować, a teraz była właśnie taka chwila. Przemierzała ulice Old Whiskey, aż w końcu wysadziła mężczyznę w okolicach przystanku autobusowego. Jechał gdzieś daleko i zapewne nie był na tyle zamożny, aby zapłacić jej za przejazd. Dlatego po rozliczeniu się ze staruszkiem odjechała dalej. Miała już za sobą wożenie matki z dzieckiem, tego staruszka i jeszcze jakiejś kobiety po 40-tce z kotem Mruczusiem. Ta ostatnia była bardzo frustrująca, bo miauczenie tego kota doprowadzało ją do spazmów, a wycieczka była aż do Appaloosa...

/zt



Katie "Speedy" Lawler
Zobacz profil autora

83 Re: Long Street on Sob 09 Maj 2015, 20:28

/21.08, z kościoła

I Lola ruszyła w drogę powrotną do domu, odwalona jak na dożynki (w końcu była w kościele!). Z buta, bo pani doktor stwierdziła, że powinna dużo spacerować. A poza tym blondynka miała wrażenie, że jak nie będzie utrzymywać aktywności fizycznej, to brzuch ją przybije do łóżka na zawsze. I nie było nic bardziej przerażającego...!



Zobacz profil autora

84 Re: Long Street on Sob 09 Maj 2015, 20:56

/ta sama data/początek/

Miał. Już. Dość. Dość mieszkania z Milo w gównianym domku Cath, gdzie każdy dywan (czy tam wykładzina) był tak paskudny, że mógł się o niego jedynie podetrzeć. Miał dość ciągłego obawiania się, że policja zaraz w drzwi mu załomocze i zechce przesłuchać go w sprawie ostrzelania Rosie. Przesłuchania zawsze były dla niego stresujące, czy policja nie mogła po prostu zrozumieć, że mu się nie chciało? Banda gruboskórnych bydląt, a to podobno on jest tutaj psychopatą.
No i miał dość uświadamiania mu przez Smitha na dosłownie każdym kroku, że jest chujowym ojcem. Bolało to o tyle mocno, że Tonic miał rację. Jak mógł podejmować w życiu tak cholernie beznadziejne decyzje, by nie mieć odwagi chociażby zadzwonić i pogadać z własnym synem?
Po kilku (kilkunastu?) dniach w zamknięciu, postanowił w końcu wyjść z domu, zaczerpnąć dusznego, zakurzonego powietrza. Ssał sobie czupaczupsa, idąc powolnym krokiem, myśląc nad tym, jaki bedzie jego kolejny krok w sprawie Świętych, gdy nagle na drodze stanęła mu Lola. Wielka jak Tatry, gruba jak hipopotam. Aż mu mowę odebrało.
- Kurwa, a ty czegoś się nażarła? - ...prawie mu mowę odebrało.



Zobacz profil autora

85 Re: Long Street on Sob 09 Maj 2015, 21:04

Lola swoje wszystkie przemyślenia na temat swojego życia zostawiła w ostatnim poście w kościele. Pewnie teraz myślała sobie o tym, jak ładnie wygląda jej kalifornijska opalenizna (nie to, by się nie mogła opalać w Arizonie...) lub co też miałaby ochotę teraz zjeść. Pewnie między rozważaniem jakie warzywo zjeść do masła orzechowego, zastanawiała się nad sprawą zniknięcia Curwooda i tym, o co, cholera, chodziło w tej strzelaninie w Sugar Hill. Co Święci mieli do "P"? Przecież to Buendia miała z nimi problem. Głównie.
Policjantka wcale nie stanęła mu na drodze! Po prostu... chodniki były wąskie, a jej było dosyć ciężko... no, omijać coś lub kogoś.
Wzięła głęboki oddech, widząc Skittlesa. Chyba się trochę zamyśliła.
-Jestem w ciąży, jakbyś zapomniał.-mruknęła, zakładając ręce na klatce piersiowej.
Zmrużyła oczy. I starała się wyglądać na pewną siebie. Ale kompletnie nie była. Czuła się dziwnie w jego towarzystwie. Bo... tyle się zmieniło. A... a ona ciągle nie potrafiła porządnie kopnąć go w dupę.



Zobacz profil autora

86 Re: Long Street on Sob 09 Maj 2015, 21:21

Skittles podrapał się po nosie. No tak, zapomniał. Zapomniał, że Lola urodzi niedługo małe Naczoski. W sumie to może jego serduszko nawet trpchę drgnęło z niepokojem, jednak nie przeszkodziło mu to w zapytaniu.
- Wiesz już przynajmniej kto jest ojcem?> - uśmiechnął się złośliwie, po czym zacmokał, ssąc dalej lizaka. Smak coca-coli.



Zobacz profil autora

87 Re: Long Street on Sob 09 Maj 2015, 21:30

O nie. Co jak co, ale to już było odrobinę za dużo. Zbliżyła się do niego nagle, wściekając się, ale powstrzymując się od rękoczynów. Ale tylko na chwilę. Bo, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, wymierzyła mu policzek. Miała nadzieję, że jego lizak roztrzaska się na drobne kawałki!
-Nagle cię tak interesuje ojcostwo?-dorzuciła do "puli".



Zobacz profil autora

88 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 09:30

Policzek go zapiekł od nagłego uderzenia, a kiedy Lola postanowiła wyskoczyć ze swoją złośliwością, nie mógł nie docenić jej trafności. Na szczęście on powstrzymał się od wymierzania policzków, gdyż Lola mogła tego nie przeżyć. Jeden jego cios zmiótłby ją z powierzchni Ziemi, miał w końcu czarny pas.
Uśmiechnął się tylko lekko, trochę gorzko i trochę jadowicie w kierunku Loli, wsadził czupaczupsa z powrotem do ust i ją wyminął. To było na tyle z jego strony.



Zobacz profil autora

89 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 09:57

Cóż, ona niestety nie zaczynała z trzystoma punktami w statystykach! Ale już niedługo!
Chupa chups niestety nie spotkał się z ziemią, a chłód, który powiał od Skittlesa, nieco ją otrzeźwił. I poczuła potrzebę naprawienia swojego wybuchu, ale... ale przecież, cholera, on właśnie nazwał ją dziwką, niejako obrażając też fasolki, które były też i JEGO krwią, i... poleciał po całej linii. To była naturalna i usprawiedliwiona reakcja. A jednak ona zawsze w takiej sytuacji leciała za nim i próbowała się dogadać.
-Jezu, Skittles!-pisnęła za nim, obracając się, z jakąś cholerną bezradnością.
Ale to już nie miało szansy działać w ten sam sposób.
-Jak mogłeś! Przecież wiesz, że...-zacisnęła usta.-To SĄ dzieci Naiche!



Zobacz profil autora

90 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 10:04

Skittles zatrzymał się, po czym powolutku obrócił się na powrót w jej stronę. Trochę zdziwił go fakt, że mimo wszystko czuła potrzebę usprawiedliwiania się przed nim.
- I co w związku z tym? - zapytał tym swoim nieznośnym, wiecznie znudzonym tonem. - Wyskoczą z ciebie dzieciaki Nachosa i co? Myślisz, że nagle stanę się dla nich dobrym wujkiem? Że będziesz miała okazję ujrzeć mnie takiego, jakiego chciałaś mnie oglądać od początku? Że w końcu coś mnie ruszy i okaże się nagle, że jestem wrażliwym człowiekiem i w głębi duszy, tak naprawdę to mam jednak dobre serce, tylko po prostu podejmuje ciągle złe decyzje, a widok twoich dzidziusiów mi o tym właśnie przypomni? - zaśmiał się krótko.
- Nie.



Zobacz profil autora

91 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 10:14

No i znowu ta chwila refleksji i zrozumienia dla niego zniknęła. Prysła jak bańka mydlana. Prawie. Bo to może i byłoby jej pobożne życzenie, by było tak, jak mówił, ale... nawet Lola miała czasem bardziej realistyczne nadzieje! Poza tym człowiek się z czasem uczy. Bo gdy spotyka się z rzeczywistością po raz pierwszy... potem drugi. Trzeci. Czwarty... Dziesiąty... To po czasie przestaje próbować. Może nie zapomina, ale porzuca to.
-Nie, capullo. Ale nawet, jeśli nie chcesz się niczego nauczyć po swoich błędach, które kosztują ŻYCIE TWOICH BLISKICH, to mógłbyś chociaż uszanować to, co po nich zostaje!
I chyba to, co miała Lola na myśli, mogłoby się skrócić do: to było nawet poniżej twojego poziomu. Ale... może to było tak, że im ona bardziej chciała, by on stanął na wysokości "zadania", to ten coraz bardziej starał się jej udowodnić, że się myli?



Zobacz profil autora

92 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 10:45

To było całkiem zrozumiałe, że nie przestawała go winić za śmierć Nachosa. Z resztą on sam sobie nie potrafił z tym poradzić, czego świadkiem był chociażby Jonathan. Mimo to, nie znosił kiedy ktoś postronny mu o tym przypominał. Skittles lubił usprawiedliwiać się często tym, że nie miał wyjścia. W końcu był w Buendiach i każde wystąpienie, które byłoby kartelowi nie na rękę, mógł przypłacić życiem nie tylko swoim. Mimo to, wciąż ciągle istniało duże ryzyko, że coś się stanie chociażby Duckowi, Selenie, czy córkom Smitha, co sprawiało tylko tyle, że jego wybory wcale nie zmieniały zbyt wiele. Za każdym razem, kiedy przypominał sobie, że pakując się do gangu był w wieku Ducka, to aż go wykręcało. Oby tylko młody nie poszedł nigdy w jego ślady.
Skittles uśmiechnął się do Loli, ale tym razem jakoś tak poczciwie. Podszedł do niej bliżej, rzucając po drodze patyczek od lizaka na ziemię i chwycił ją mocno za kark i zaczął iść, ciągnąc ją za sobą.
- Masz rację, Lola. - powiedział spokojnym, aksamitnym głosem Misia Uszatka. - Aż strach pomyśleć kto może być następny. Czasem myślę, że wolałbym sam wszystkich zajebać, oszczędzając innym kłopotu. Co o tym myślisz, Martinez? - rozejrzał się dyskretnie wokół i szedł z nią dalej.



Zobacz profil autora

93 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 11:00

Lola powinna go winić. Powinna go nienawidzić, chcieć zniszczyć mu resztki życia, wypluwać stale jego winę (co w sumie nieumyślnie robiła przy każdym ich spotkaniu po śmierci Naiche), powiedzieć, że to on powinien zginąć zamiast niego i naprawić ten błąd, wyciągając w tym momencie spluwę, by strzelić mu między oczy. Tak, by już nikt inny nie musiał przez niego ginąć. Nie jego syn, który w sumie nie znał tak czy siak swojego ojca i nie powinien cierpieć za jego winy, nie jego matka, która nie zawiniła niczym, poza wypluciem go na ten świat ze swego łona i nie nikt inny, kto w jakikolwiek sposób zbliżył się do Jonesa.
Ale Skittles nie miał myśli samobójczych. On miał myśli zabójcze.
Syknęła, gdy ją złapał.
-A może to ty oszczędzisz im kłopotu i przestaniesz być kłopotem? Kurwa, Jones, nie wiem, może w końcu ogarnij sobie emeryturę w przytulnej chatce na wyspie Krety?
Nie tak wyobrażała sobie swój niedzielny poranek.
-Jones, jeśli zaraz mnie nie puścisz, to wsadzę cię do paki za napaść na policjanta. Tak tęsknisz za więzieniem?-powiedziała, niejako czując, jak ogarnia ją strach. Bo to wszystko przedstawiałoby się inaczej, gdyby nie miała trzech fasolek pod piersią. A miała.



Zobacz profil autora

94 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 11:38

- To nie byłby taki głupi pomysł. Hmmm... Sam nie wiem dlaczego zmarnowałem tyle mego cennego czasu w tej zapadłej dziurze na końcu świata... - mruknął i prychnął.
- Wyjedźmy gdzieś, najlepiej razem. - powiedział melodyjnie, prawie śpiewając - ...najlepiej już teraz. Rodzinny wyjazd brzmi dobrze, prawda? Rewelacyjnie. Po drodze zabierzemy jeszcze Ducka i Selenę i będziemy jak jedna, wielka, kochająca się rodzinka. Może powymyślamy imiona dla twoich płodów, pogramy w pchełki... o tak. Lubię grać w pchełki. Widzisz? Aż uśmiecham się na samą myśl. Fantastycznie! Czemu ja wcześniej na to nie wpadłem?



Zobacz profil autora

95 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 11:48

Blondynka zdrętwiała. I coś ją ścisnęło. Milczała o chwilę za długo. Nawet nie potrafiła się do końca chwycić jednej myśli, by coś z siebie na początku wydusić.
-Zajebiście zabawne, Jones. Może przeskocz te swoje zagrywki, co?-warknęła, dziwnie rozdrażniona i spróbowała go od siebie odepchnąć.
Nie patrzyła na niego. Serducho jej dudniło jak głupie i to uczucie ją trochę ogłuszało.



Zobacz profil autora

96 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 13:56

- ...teraz trzeba tylko wybrać odpowiednie miejsce. Wolelibyśmy Stany, czy coś spoza? Osobiście celowałbym w chłodniejsze rejony. O, może Kanada albo Alaska. Duck jeszcze nigdy w życiu nie widział śniegu, a my odpoczęlibyśmy od tych upałów. O, albo może Europa. Francja, Hiszpania, Italia, Rosja... albo w ogóle Azja: Chiny, Japonia... Jedynie podróż w takie miejsca może okazać się bardzo długa. W twoim stanie może to być czynnik dyskwalifikujący naszą podróż. Może wypadałoby pomyśleć nad czymś, co okazałoby się dużo bliżej... - zacmokał, udając że się zastanawia - Ach, wiem! - ...aż w końcu zatrzymał się i przyciągnął Lolę do siebie. Nachylił się nad nią tak, że prawie stykali się nosami i wbił w nią swe czarne ślepia.
- Zabiorę cię na samo dno piekła, jeśli jeszcze raz wspomnisz przy mnie o Nachosie, jasne!? - mruknął cicho.



Zobacz profil autora

97 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 14:23

Policjantka zaciskała więc tylko zęby, czekając, aż Skittles się wyżyje. Zrobiło jej się zimno, słuchając go. Aż w końcu wzdrygnęła się, w momencie, gdy prawie zderzył się z nią czołem. Wciągnęła nagle powietrze przez nos, skupiając spojrzenie na jego oczach. Zupełnie tak, jakby starała się mu udowodnić, że wcale się nie przestraszyła. Że nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Że może sobie w nos wsadzić te groźby. Bo ma prawo mówić o Naiche.
Ale Lola była naprawdę kiepska w udawaniu.
-Może gdybyś przestał być takim dupkiem, to nie musiałabym!-odpowiedziała mu w końcu.-Możesz sobie wsadzić te groźby, Skittles. Nic nie zmienisz, pozbywając się mnie.-dodała cicho, łamiąc się powoli.
Najgorsze było to, że ona znała Jacksona. I chyba wiedziała o co w tym wszystkim chodzi.
-Po prostu zamknij się przez chwilę.-powiedziała jakimś takim płaczliwym tonem i... przytuliła go.



Zobacz profil autora

98 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 17:31

Skittles nie ogarniał hormonów Loli. Zupełnie zaskoczyła go tym, że nagle się do niego przytuliła.
Nie wiedział teraz, czy ma zacząć krzyczeć, czy ma poczuć się zgwałcony, czy próbować uciekać, czy ją uderzyć i powiedzieć potem, że to samoobronie, czy...
Zamiast tego wszystkiego rozłożył ręce jak Jezus Świebodziński, jakby bał się jej w ogóle dotknąć. Chwilę to trwało, zanim się w końcu przełamał i poklepał ją lekko po plecach, bez jakiegoś żadnego większego uczucia, jedynie z wielkim skrępowaniem. Długo to jednak nie trwało, gdyż nagle chwycił ją za ramiona i odsunął od siebie jak jakiś przedmiot.
- Mam twój smarkol na koszuli! - zauważył w panice.
- To Wersalcze! Kurwa, smarkol na Wersalcze! - Lola doprowadziła go do momentu, w którym poczuł się całkowicie bezbronny. Brawo.



Zobacz profil autora

99 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 17:48

Lola nie była pewna, czy to jej hormony, czy co... W każdym bądź razie przytulała się do niego, może właśnie próbując się zjednoczyć w żalu po Naiche, albo go jakoś pocieszyć, albo sama szukała jakiegoś wsparcia, albo... próbowała zagrzebać topór wojenny. Bo oni jednak mieli swój moment. Lubili się, nieważne jakby Skittles próbował się tego wyprzeć. I gdyby nie była policjantką i jeszcze jedna, drobna rzecz by się zmieniła, to... to wszystko wyglądałoby zgoła inaczej, prawda?
Ale bez wątpienia ciąża sprawiała, że zrobiła się zdecydowanie bardziej płaczliwa. Pociągnęła nosem, gdy Jones ją tak okrutnie od siebie odsunął. Popatrzyła na jego koszulkę i z westchnieniem wyciągnęła chusteczkę z torebki i... zaczęła mu tą koszulkę wycierać, skupiając się na tym jednym zadaniu.
-To nie smarkol.-zauważyła przy okazji, nie patrząc na niego.
Była jakaś taka skruszała. Ale ciężko wyglądać jak badass z załzawionymi oczami.



Zobacz profil autora

100 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 17:57

- No jak to nie jest smarkol>? Przecież widzę, nie jestem ślepy, to JEST smarkol! - Skittles brzydził się wieloma rzeczami, a wydzieliny z ciał obcych były własnie jedną z tych rzeczy.
- Czy to - wskazał na swoją pierś - wygląda jak chusteczka?! Papier rumiankowy Regina?! Ręczniki Foxy?!? - o mało by nie zapłakał. Dawid Woliński pewnie zrobiłby tak samo. I do tego selfie.
- Tak, jasne... wetrzyj teraz we mnie te swoje zarazki. Jeszcze nie mam ejc! - warknął tonem obrażonego dziecka. Kłótnia o smarkol na koszuli wydawała się dużo wygodniejszą opcja mimo wszystko.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 4 z 6]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach